
Czuję, jak Jón Þór Birgisson zmusza mnie do ponownego przesłuchania dokonań Sigur Rós i proponuje zakochanie się w nich, chociaż od wielu lat systematycznie się temu sprzeciwiam. Tym razem wytoczył bardzo ciężkie działo - swój najnowszy solowy album "Go". A, na moje (nie)szczęście, tej płycie nie da się oprzeć.

Zdarza się, że niektóre dźwięki zostają tak misternie utkane i poprowadzone, że wsłuchiwanie się w nie pozwala na chwilę zajrzeć na drugą stronę lustra, do krainy pełnej dziwów i niesamowitości. Tak właśnie jest z muzyką Owena Palletta, do niedawna tworzącego pod pseudonimem Final Fantasy. Już sama nazwa nadana początkowo jego solowemu projektowi przywołuje na myśl nieskrępowaną inwencję twórczą i bogactwo przeróżnych fantazmatów. Podczas swoich twórczych podróży Owen zespala sprzeczności, umiejętnie eksperymentując z tradycyjnymi formami i konsekwentnie flirtując z nowszym, elektronicznym brzmieniem.