
Najnowszą powieść Grażyny Plebanek definiuje się już etykietą „literatura erotyczna”. Myślę, że bliżej tej powieści do bulwarowej obyczajówki, a sama fabuła nuży już od pierwszych stron. I na nic autorska zdolność dostrzegania emocjonalnych i uczuciowych niuansów, na nic pragnienie stworzenia historii o męsko-damskich dylematach dotyczących społecznych i rodzinnych ról. Na nic wszelkie autorskie zabiegi mające na celu udowodnienie, że to książka tak prawdziwa jak pot, sperma i inne wydzieliny lejące się w niej strumieniami. Jeżeli celem Plebanek było wywołanie na twarzy czytelnika rumieńców, mogą to być jedynie rumieńce zażenowania, bo po naprawdę dobrej „Przystupie”, autorka oddaje do naszych rąk książkę przeciętną i niestety bez wyrazu.