
Gdyby Stephen King przyprawiał mnie fabułą, a nie jakością swoich najnowszych powieści o taką huśtawkę nastrojów, jaką obecnie funduje, byłbym bardzo ukontentowanym fanem. Mam jednak wrażenie, że ostatnim wielkim dziełem Króla Grozy była monumentalna seria „Mroczna Wieża”, która rzuciła fanów na kolana. Po niej King albo osiągał na swojej sinusoidzie poziom bardzo dobry (rzadko) albo bardzo mierny (dużo częściej). Co ciekawe, w „Dallas ’63” udało mu się naraz „wzbić” na oba poziomy.

Istnieją dwa rozdaje dobrych książek: te, które przyjemnie się czyta i te, których czytanie JEST czystą przyjemnością. Są też takie, które starają się dryfować gdzieś na obrzeżach którejś z tych kategorii i te ginące w morzu podobnych publikacji. W lekkiej beletrystyce te granice bywają bardzo płynne, a indywidualne oceny odbiorców często bardzo się od siebie różnią.

Realizm magiczny święcił swoje triumfy w latach siedemdziesiątych XX wieku. Wtedy też zaczęła się trwająca do dziś popularność „Stu lat samotności” Gabriela Garcii Marqueza, a stworzona przez pisarza magiczna wioska Macondo stała jedną z najbardziej znanych fikcyjnych krain literackich. Dzięki Marquezowi i innym pisarzom iberoamerykańskim, realizm magiczny zaczął kojarzyć się właśnie z literatami pochodzącymi z Ameryki Łacińskiej. Do jego długich tradycji postanowiła sięgnąć Kirstan Hawkins. W „Kapeluszach doni Nicanory” brytyjska pisarka zaprasza czytelników do Valle de la Virgen – miasteczka, którego nie ma na żadnej mapie… Czy czegoś wam to nie przypomina?

John Irving, jeden z najbardziej znanych współczesnych pisarzy amerykańskich, autor słynnego „Świata według Garpa”, odwiedzi Polskę w dniach 7-9 września 2010 w ramach europejskiej trasy promującej najnowszą, wydaną nakładem Prószyński i S-ka powieść „Ostatnia noc w Twisted River”.

Orson Scott Card, jeden z najpopularniejszych twórców literatury fantastycznej, autor kultowej "Gry Endera", odwiedzi Polskę w dniach od 22 do 30 sierpnia 2010 roku na zaproszenie wydawnictwa Prószyński i S-ka i organizatorów konwentu Eurocon.

Bardzo drażnią mnie książki, z których okładek wrzeszczą hasła, przyrównujące autora do największych tuz światowej literatury. Doświadczenie uczy, że niezwykle rzadko tego typu bałwochwalstwo przekłada się na rzeczywistość. I podobnie jest w przypadku "Historii mojego upadku" napisanej przez debiutanta - Grzegorza Krzymianowskiego. Porównania do Houellebecqa czy Bernharda, na które pozwolił sobie wydawca, są niczym strzał kulą w płot, całkowicie chybione. Co gorsza narażają młodego pisarza na śmieszność, czyniąc z jego powieści jedynie marną podróbkę wielkich dzieł.

To już druga po „Wilgotnych miejscach” Charlotte Roche książka w różowej okładce, która ukazuje się ostatnio na polskim rynku wydawniczym, obnażając bezlitośnie sekrety płci pięknej, o których zwłaszcza mężczyźni wiedzą tak niewiele. Tym razem po niesmacznej opowiastce o problemach z waginą i odbytem lekce sobie ważącej higienę nastolatki otrzymujemy – jak pisze sama autorka – pierwszą polską les story.