
Żydzi to ofiary, Niemcy – oprawcy, a Polacy mogą być i ofiarami, i kolaborantami, i bohaterami. Do takich schematów przyzwyczaiła nas rodzima i światowa kinematografia podejmująca trudny temat Zagłady. Szkoda, że przez owe role ludzie zostają pozbawieni swojej pełni. Zmarłych wyniesiono na piedestał i mało kto wspomina, że w niewyobrażalnej dla nas sytuacji ciągłego zagrożenia życia i poniżenia, także i członkowie pokrzywdzonych narodów zdobywali się na czyny straszne.

Agnieszka Holland pozazdrościła Romanowi Polańskiemu splendoru, jaki spłynął na niego po premierze Pianisty i postanowiła po raz kolejny sięgnąć po tematykę Holokaustu. W ciemności zdążyło obrosnąć legendą zanim jeszcze weszło do kin, głównie za sprawą peanów północnoamerykańskich krytyków. Po wyjściu z sali projekcyjnej zastanawiałem się, skąd brały się owe zachwyty.

W ciągu ostatnich miesięcy, dystrybutor Vivarto systematycznie wprowadza słowackie tytuły do kin (Muzyka; Niebo, piekło… ziemia). Teraz, ponad dwa lata po światowej premierze, Spokój w duszy dotarł i do nas. Film w reżyserii Vladimíra Balka jest jednym z tamtejszych hitów ostatnich dwóch dekad. Ponad 116 tysięcy Słowaków poszło na seanse, co dało mu trzecie miejsce (źródło: aic.sk, stan na 30.11.2010r.) w zestawieniu popularności słowackich obrazów. Co tak zachwyciło naszych południowych sąsiadów?