
Dobiega powoli końca gorący okres w środku zimy, kiedy to każdy krytyk, czasopismo lub portal okołofilmowy czują się zobligowane do wypreparowania list najlepszych filmów zakończonego roku. Postanowiwszy spróbować czegoś innego, zapraszamy do małej podróży w czasie: oto najlepsze filmy... 1967 roku, w subiektywnym doborze i kolejności.

Przybyli z mroku dziejów – nęceni bogatą wystawą dzieł Cecila B. DeMille’a, zuchwałością bohaterów Michaela Curtiza, zapragnęli po raz kolejny sięgnąć po łupy Ameryki Północnej. Zmienili się bardzo: oliwą pokryli torsy, brylantyną włosy (starannie uczesane), opanowali też obce języki. Przybyli ku uciesze gawiedzi. Zatem niech rozpocznie się saga! O podbojach, farbowanych perukach, rogatych hełmach i bestiach z gumy; o tym, jak to naprawdę (nie) było.

Tamże zesłał wybitnego pisarza reżyser Roger Corman. Seria ośmiu filmów wyprodukowanych między 1960 a 1964 rokiem dostarczyła twórcy popularności i wprowadziła go na piedestał „króla filmów klasy B”. Twórca niskim budżetem swoich produkcji, śmiało mógłby pobić króla Salomona, w końcu „lał prawie z pustego”, i to w zawrotnym tempie, wszak spora część obrazów powstała w niecały tydzień. Niemal 300 filmów wyszło na świat przy jego udziale, z których 55 wydało jego reżyserskie łono.