
Na zimową kitch party wybrałam się przyodziana w różową zasłonę z playboyem, upstrzoną gęsto orientalnymi arabeskami. Wyłowiłam ją w okolicznym lumpeksie, zapłaciłam za nią sześć złotych i zaniosłam uroczyście do domu (koszykarską koszulkę ze znakiem Supermana koleżanka w sposób niecny wyrwała mi sprzed nosa). Milion czarnych agrafek i krótka, różowa bombka gotowa była na czerwony dywan w akademiku. Malinowa, drewniana bransoleta w kwiaty i różowe, plastikowe kolczyki. Lecz nagle, o zgrozo, przejrzałam: zapięcie w jednym z nich zagubiło się w czeluściach tandetnej szkatułki na biżuterię. Wtem dylemat — iść, nie iść, szukać, nie szukać, późno, przecież czekają, ale tak bez kolczyków? I gdy już łzy w oczach wyschły, męska decyzja zakwitła gdzieś wśród tych motywów kwietnych — idę. Wszystko stało się w ciągu kilku sekund: otworzyły się drzwi, wbiegła przez nie współlokatorka, niosąc w dłoni srebrne zapięcie i dysząc od progu: no jak, bez kolczyków pójdziesz?!

Po słynnej książce "O fotografii" z 1977 roku, to właśnie "Widok cudzego cierpienia" (2003) został opublikowany jako drugi w serii dzieł zebranych Susan Sontag w wydawnictwie Karakter. Oczywiście, nie jest to rzecz tak głośna, jak niegdysiejsze teksty słynnej dziennikarki. Nie można przejść jednak obojętnie obok tego eseju(?), czy raczej wykładu zaprezentowanego na Uniwersytecie Oksfordzkim.