
Każdy, kto wiedzę o polskim romantyzmie czerpie z lekcji polskiego, może przeżyć co najmniej lekki szok, gdy przyjdzie mu poznać historię przedstawioną w „Julu”. Kryminał Pawła Goźlińskiego jest krwawy nie mniej niż powieści Marka Krajewskiego, kto wie czy nie bardziej od mroczny i tajemniczy od książek wrocławianina, a już na pewno ciekawszy, gdy spojrzymy na tło historyczne, w jakim jest on osadzony.

Facebook – portal społecznościowy, który okazał się jedną z największych rewolucji w historii Internetu, doprowadził do powstania wielomiliardowej fortuny jego założyciela, zniszczenia kilku przyjaźni, ale co najistotniejsze, w mniejszym bądź większym stopniu wpłynął na życie ponad pół miliarda ludzi na całym świecie. Warto też dodać, że u jego podwalin legły mało szczytne pobudki.

Utarło się, iż każda kolejna część danego filmu musi być gorsza niż poprzednia. Prawidłowość, która sprawdza się niemalże w stu procentach w kinie, kompletnie nie ma racji bytu, gdy zastosujemy ją do literatury. Za przykład niech posłuży chociażby „Toast za przodków” Wojciecha Góreckiego. Najnowszy zbiór reportaży tego historyka i dziennikarza pod każdym względem zdaje się być lepszy niż „Planeta Kaukaz”, za której kontynuację możemy, a właściwie powinniśmy go uznać.

Działo się w miniony weekend w Centrum Kultury „Zamek” na Leśnicy i to działo się sporo. Organizatorzy „Dni Fantastyki 2010” zapewnili swoim gościom istny zawrót głowy. Zaznaczę jednak, że w większości przypadków był to zawrót całkiem przyjemny, gdyż wywołany mnogością wydarzeń.

Bardzo drażnią mnie książki, z których okładek wrzeszczą hasła, przyrównujące autora do największych tuz światowej literatury. Doświadczenie uczy, że niezwykle rzadko tego typu bałwochwalstwo przekłada się na rzeczywistość. I podobnie jest w przypadku "Historii mojego upadku" napisanej przez debiutanta - Grzegorza Krzymianowskiego. Porównania do Houellebecqa czy Bernharda, na które pozwolił sobie wydawca, są niczym strzał kulą w płot, całkowicie chybione. Co gorsza narażają młodego pisarza na śmieszność, czyniąc z jego powieści jedynie marną podróbkę wielkich dzieł.