
Ponad osiemdziesięcioletnia Maria Janion po raz kolejny udowodniła, że w dziedzinie badania romantyzmu nie ma sobie równych. „Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie” to jedne z lepszych esejów napisanych w Polsce ostatnimi laty. To refleksja nad polskim antysemityzmem i jego zakorzenieniem w romantyzmie. To zestawienie ze sobą dwóch ówczesnych osobowości - Krasińskiego oraz Mickiewicza.

Przybyli z mroku dziejów – nęceni bogatą wystawą dzieł Cecila B. DeMille’a, zuchwałością bohaterów Michaela Curtiza, zapragnęli po raz kolejny sięgnąć po łupy Ameryki Północnej. Zmienili się bardzo: oliwą pokryli torsy, brylantyną włosy (starannie uczesane), opanowali też obce języki. Przybyli ku uciesze gawiedzi. Zatem niech rozpocznie się saga! O podbojach, farbowanych perukach, rogatych hełmach i bestiach z gumy; o tym, jak to naprawdę (nie) było.

Trzy języki, trzy narody, trzy literatury… A może inaczej? Trzy języki, narodów więcej niż trzy, ale literatura jedna. Wystartował nowy literacki portal e-radar.pl. Informatyczna intensywna współpraca między Krakowem a Warszawą, stałe konsultacje z Lipskiem i Lwowem pozwoliły w końcu autorom projektu rozwiązać skomplikowane kwestie związane z wirtualnym współistnieniem trzech języków na jednej stronie www.

Lubimy modę, bo odpowiada temu, co w nas najbardziej próżne, jest często hołdowaniem naszym zachciankom i egoizmowi. Daje możliwość spełnienia się naszej wyobraźni, zmysłom, poczuciu estetyki i jednocześnie przynosi bardzo przyjemne poczucie, że robimy coś wyłącznie dla siebie. Czy równie przyjemne jest oglądanie mody w kinie?

Klasyczny film noir pochodzący z lat 40. i 50. ma do siebie to, że jest mizoginistyczny. Jest też zachowawczy, jako reakcja na okres II wojny światowej, kiedy to kobiety po raz pierwszy opuściły domy i podjęły pracę zarobkową. Wówczas okazało się, że całkiem nieźle sobie radzą. Mężczyźni, przygnieceni ciężarem wojny, mówiąc bombastycznie, poczuli Zeitgeist pesymizmu, beznadziei, a nawet impotencji. Ten esej to próba analizy dychotomicznego portretu kobiety. Czy faktycznie można mówić o fenomenie femme fatale i do jakiego stopnia?

O tym, że klasyczny western się zdezaktualizował, wiadomo nie od dziś. Musiał kiedyś wreszcie nadejść kres nieustannego oddziaływania funkcji: propagandowej z jednej, ludycznej (zwłaszcza) z drugiej strony. Nadszedł czas kontrkultury, wraz z nią Wietnam i Watergate, o rewolucji obyczajowej nie wspominając. Jakżeby więc, wrzucając na przemiał do kontestacyjnej maszyny autorytety, staroświeckie poglądy, moralność i przekonania, nie rozprawić się z klasycznym westernem?

Kino lubuje się w odstępstwach od normy, mniejszościach. Nieliczną grupę tworzą osoby dotknięte chorobą niespokojnej duszy, a zawężając krąg feministycznie – kobiety. Co ciekawe, panie w szaleństwie, najczęściej są obserwowane przez mężczyzn. Lista bardziej znanych wyjątków ogranicza się do „Przekleństw niewinności” Sofii Coppoli, które niespecjalnie świecą filmowym przykładem, tak samo zresztą jak „Sylvia” nieopierzonej reżyserki Christine Jeffs. Nie jest zresztą odktyciem fakt opanowania kina przez płeć brzydką. Dzięki temu mamy prawdziwie zaburzone piękności.

Co łączy Picassa z Modiglianim – twórców, których w pierwszej połowie XX wieku różniło niemal wszystko? Van Gogha z Gauguinem oprócz słynnego spotkania w Żółtym Domu w Arles? Basquiata i Warhola pomijając to, że stworzyli wspólnie kilka dzieł? Wszyscy ci malarze stali się bohaterami filmowych historii – z jakim skutkiem? Przyjrzyjmy się zjawisku (dość entuzjastycznego) kręcenia biografii artystów.

Takeshi ‘Beat’ Kitano, fascynujący twórca z Japonii, zaczynał przygodę z mediami publicznymi od występów jako komik w grupie „The Two Beats”. Zasłynął ze swojego ciętego, prowokacyjnego humoru, wulgarnego języka i naruszania wszelkich dobrych obyczajów. Gdy został już reżyserem, niejednokrotnie zdarzało mu się pobić paparazzich czy nadużywać alkoholu. Zmienił się w roku 1994, po poważnym wypadku na motorze. Blizny i częściowy paraliż twarzy dodały mu powagi, a jego film „Hana-Bi” zdobył największe, jak dotąd, uznanie światowej krytyki.

30 września mija 54 rocznica śmierci Jamesa Deana- ikony stylu lat 50-tych. Aktora, który poprzez kreacje buntowniczych bohaterów stał się idolem amerykańskiej młodzieży. Popularność zdobył dzięki rolom w trzech filmach, które zmieniły szarą rzeczywistość powojennej Ameryki. Rzucając nowe światło na problemy żyjącej w tamtych czasach młodzieży. Pełne zabawy na granicy ryzyka życie prywatne artysty również dostarczało mu sporą dawkę sławy. Do dziś głośno jest o jego romansie z Marlonem Brando. James wciąż pozostaje jedną z najczęściej wspominanych oraz intrygujących gwiazd tamtego okresu.