
– Wygląda na to, że prawie wszystko co ważne się już wydarzyło – powiedziałem do Eli, gdy jak zwykle zajęliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Sterta martwych bocianów i zaledwie kilka żywych w locie lub na ziemi – to nie był korzystny bilans. Mgła i kształt ptaków z rozpostartymi skrzydłami budziły skojarzenia z wiadomym samolotem. Ale skąd TU? Kupa nieżywych legendarnych roznosicieli noworodków przypominała kwietniowy wrak w atmosferycznych oparach. Podobnie jednak jak wtedy na wiosnę, również na strychu Teatru wszystko dopiero się zaczynało. Przywitał nas niepozorny gospodarz, który później okazał się samym Gombrowiczem. Okazało się, że jesteśmy w Argentynie w 1939 roku, a nie w zachodniej Rosji w czasach współczesnych.

Już jutro (wtorek, 22.06.2010) ostatni spektakl Wrocławskiego Teatru Współczesnego w sezonie 2009/2010 - „Przytuleni” w reżyserii Gabriela Gietzky'ego. A co czeka na widzów w kolejnym sezonie?