
Węgierska produkcja pod tytułem „Papryka, sex i rock’n’roll”, pomimo chwytliwej nazwy, dobrej muzyki i w większości udanych gagów, nie cieszy się w Polsce popularnością. Winna może być temu słaba reklama, nieudolna dystrybucja, bądź nieufność polskich widzów wobec kina węgierskiego. Niemal pusta sala mimo wszystko dziwi, zwłaszcza dlatego, że ów film to całkiem sprawnie zrealizowany, zabawny miks konwencji.