
Nie rozumiem fenomenu poradników, które tłumaczą nam jak powinniśmy żyć, których autorzy przekonują nas, że wiedzą lepiej, co jest dla nas dobre, a co nie. Nigdy nie mogłam przebrnąć przez stek bzdur i kuriozalnych rad, których część po prostu mnie śmieszyła, a część wprawiała w bezgraniczne zdumienie. "Strategię wiewiórki" przeczytałam jednak całą – chociaż nie jestem pewna po co.