
„Droga do nieba” Eriki Fischer to książka szczególna, wyróżniająca się na tle innych publikacji o Holocauście. To manifest tych, którzy noszą w sobie bolesne dziedzictwo, opowieść o pokoleniu ludzi naznaczonych Zagładą, jeszcze przed ich urodzeniem. To zarazem książka o konsystencji gęstej mazi, która niczym ruchome piaski wciąga czytelnika w wir złożony z bezsilności, bólu i resentymentu. Nie wychodzi się z tej lektury nietkniętym.

W „Od kuchni” Monici Ali nie znajdziemy wartkiej akcji, ani poszukiwania tajemniczego mordercy. Napotkać za to możemy bardzo rozwinięte charakterologicznie postaci i potwierdzenie stereotypów, jakie kierują Brytyjczykami. Ta książka przykuwa uwagę i wciąga, a podczas zanurzania się w świecie smaków i obrazów stworzonych przez autorkę już od pierwszych stron czytelnikowi cieknie ślinka.

Niezrównany mistrz dedukcji, skrzypek i bokser, lecz przede wszystkim – genialny detektyw. Bohater powieści i opowiadań Arthura Conana Doyle’a, wraz z nieco nieporadnym, lecz niezastąpionym towarzyszem – dr Watsonem – dokonał czynów spektakularnych. I to nie tylko na płaszczyźnie literatury. Sherlock Holmes zapoczątkował pewną epokę – epokę rynkowej ekspansji bohaterów powieści kryminalnych. Kontynuatorzy dzieła Doyle’a, w tym przede wszystkim Agatha Christie, ugruntowali w świadomości czytelników sylwetki nietuzinkowych postaci policjantów i detektywów – często wykraczające poza tradycyjnie pojmowaną literacką rzeczywistość.

Siedemnasty kwietnia to dzień, który odcisnął na życiu Adama ostateczne piętno. Adam zginął. Tragicznie. Pod kołami tramwaju o symbolicznym numerze „0”. Adam pozostawił w żałobie rodzinę, przyjaciół i dwie żony. Jego śmierć staje się dla dwóch kobiet przyczynkiem do podróży w przeszłość oraz pogłębionej autoanalizy.

„Lunatyczna kraina” ma w sobie urok „Stu lat samotności” i sugestywność „Haruna i morza opowieści”. Doskonały warsztat literacki w połączeniu z ekspresyjną wyobraźnią i refleksją postkolonialną w tle przynosi niespodziewane rezultaty. Karta za kartą, czytelnik daje się wciągnąć w wir opowieści pełnych snów i niedopowiedzeń, które oczarowują świeżością spojrzenia i plastycznością opisu. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że książka Mia Couto okrzyknięta została jedną z dwunastu najlepszych powieści afrykańskich XX wieku.

Pierwsze wydanie "Chéri" ukazało się we Francji w 1920 roku. Mimo, że od tego czasu minęło niemal sto lat, historia opisana przez Colette, przyciąga kolejne pokolenia czytelników. Mogłoby się wydawać, że od momentu, kiedy francuska pisarka zaczynała snuć swoją opowieść, zmieniło się prawie wszystko. Ale to tylko pozory. Colette udowadnia, że historia starzejącej się kurtyzany, zakochanej w sporo młodszym od niej mężczyźnie, ma współczesnemu czytelnikowi niezwykle dużo do zaoferowania.

Igor Štiks napisał książkę niecodzienną. Odkurzył wyblakłe historie i nadał im nową, nietypową formę. „Krzesło Eliasza” wciąga czytelnika w toń pełną greckich mitów, konfliktów zbrojnych i feralnych zbiegów okoliczności. Dotyka problemów tożsamości. Jest tu miłość, jest śmierć i ciążące nad bohaterami fatum. A wszystko to opisane prozą zamaszystą, wtłaczającą w wir zdarzeń, na które nikt nie ma wpływu.

Bardzo drażnią mnie książki, z których okładek wrzeszczą hasła, przyrównujące autora do największych tuz światowej literatury. Doświadczenie uczy, że niezwykle rzadko tego typu bałwochwalstwo przekłada się na rzeczywistość. I podobnie jest w przypadku "Historii mojego upadku" napisanej przez debiutanta - Grzegorza Krzymianowskiego. Porównania do Houellebecqa czy Bernharda, na które pozwolił sobie wydawca, są niczym strzał kulą w płot, całkowicie chybione. Co gorsza narażają młodego pisarza na śmieszność, czyniąc z jego powieści jedynie marną podróbkę wielkich dzieł.

Kilka lat temu, na jednym ze spotkań autorskich, Paweł Huelle ubolewał nad tym, że zanika w dzisiejszych czasach potrzeba snucia opowieści, wymyślania historii. Ludzie zaniechali tej pięknej starożytnej tradycji, uśpili wyobraźnię i zatopili się w codzienności. By odświeżyć stare gawędziarskie zwyczaje, gdański prozaik założył nieformalny klub miłośników opowieści.

To prawdziwe kuriozum na rynku wydawniczym, że pojawia się książka mająca dokładnie tę samą okładkę, co wolumin wydany przed dwoma laty. Tych, którzy debiutancką powieść Grzegorza Miecugowa ujrzą na półce w księgarni, zastanawiając się - „skąd znam tę okładkę?” - pragnę uspokoić, że déjà vu jest uzasadnione – tak samo prezentował się zbiór opowiadań Wojciecha Chmielewskiego „Brzytwa” wydany przed dwoma laty przez Spółdzielnię Wydawniczą „Czytelnik”. Niestety, rozczarować może nie tylko okładka, ale także treść „Przypadku”.
Strona: 1 z 4 | 2 »