
Na kolejnym spotkaniu z AFD "MovieWro" mogliśmy zobaczyć ,,Warszawę do wzięcia”. Zupełnie nieoczekiwanie, dokument Karoliny Bielawskiej i Julii Ruszkiewicz okazał się bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. A przecież mimo, że się do tego rzadko przyznajemy, lubimy widzieć świat przez różowe okulary: przyjazny, bez skazy i pełny bajeczek z ,,happy endem”. To natomiast nie jest piękna historia o kilku dziewczynach z popegeerowskich wsi, które opuszczają pozbawioną perspektyw okolicę i ruszają na przeciw świetlanej przyszłości, czekającej tuż za rogiem.

Tłumy na premierze "Dorzecza Różewicza", zagraniczni goście, długie oklaski po czytaniach z udziałem krajowych autorów, ciepło przyjęte koncerty muzyków z Niemiec, Finlandii i Portugalii oraz wyraźny zwrot w stronę prozy - tak w dużym skrócie wyglądał zakończony w niedzielę 16. Port Wrocław.

Przemysław Wojcieszek najwyraźniej nie lubi tracić czasu. Choć jego najnowszy film "Made in Poland" dopiero co wszedł do kin, reżyser już zabiera się za następny – "Dziedzictwo". W międzyczasie odwiedza różne zakamarki Europy, by dzielić się z publicznością tajnikami swojej twórczości. Oto relacja z jego wizyty w Gdańsku, która miała miejsce 26. marca.

Niech mi ktoś powie dlaczego tak bardzo nie lubi się pierwszego dnia tygodnia? Dlatego, że to dzień pracujący, dzień powszedni, w którym zaczynamy od nowa naszą żmudną przeprawę do upragnionego weekendu? Pewnie tak, ale dla klubu Marrakech pewien poniedziałek stał się dniem, który od weekendu zbytnio nie odbiegał. Do tego przyciągnął dosyć sporą publiczność jak na ten dzień tygodnia, a to wszystko za sprawą niesamowitego koncertu FAT BURNING feat. TOM FRONZA.

Lubię takie koncerty. Takie na które idziesz i albo nie spodziewasz się niczego albo – tak jest jeszcze lepiej i tak było też w tym wypadku – spodziewasz się zupełnie czegoś innego, niż dostajesz. Bo kiedy trafiła do mnie wejściówka na wrocławski występ Rykardy Parasol, pomyślałem sobie: „O, dziewczyna z gitarą. Fajnie, będzie miło, klimatycznie i spokojnie”. Tymczasem Rykarda nie dość, że swoją energią i muzycznym „pałerem” zmiotła wszystkich z sali klubu Firlej, to jeszcze daleko jest jej do „miłej dziewczyny z gitarą”.

Co Wam przychodzi na myśl, jak słyszycie o koncercie muzyki celtyckiej? Zwykle „to jakieś takie irlandzkie oberki? Fleciki i skrzypeczki, dziwni kolesie podskakujący na jednej nodze?” Cóż... powiedzmy, że podobne, nieokrzesane myśli przychodziły mi do głowy, wybierając się na koncert Beltaine, które 2 grudnia zagrało w Łykendzie. Występ... przekroczył moje najśmielsze, muzyczne oczekiwania.

Kto w sobotę 11 grudnia o godz. 20 przechodził nieopodal klubu Vis-a-vis we Wrocławiu, mógł natknąć się na gęsty tłum stojący przed wejściem. Rzesza fanów niezależnej, warszawskiej wytwórni czekała cierpliwie aż zegar wybije 21, by móc dostać się na 4 urodziny tego coraz bardziej popularnego wydawnictwa.

1 grudnia wieczorową porą Kawiarnia „Literatka” gościła – jak co roku zresztą – sympatyków prozy kryminalnej. W ramach kolejnej edycji Międzynarodowego Festiwalu Kryminału odbył się tam cykl wykładów otwartych (nieco mniej obleganych niż w roku ubiegłym). Rozprawiano o Kubie Rozpruwaczu – rzecz jasna w kontekście wyprutych wnętrzności i (co już mniej oczywiste) kryptospisku brytyjskich elit rządzących. Pojawił się ponadto temat wiktoriańskiej kobiety-detektywa, a na spotkaniu autorskim zatytułowanym enigmatycznie – „Para na parę” – jednej pary de facto zabrakło.

Koncert Ólafura Arnaldsa bardzo różnił się od innych wydarzeń muzycznych. Na tego typu imprezach ziewanie rzadko bywa wyznacznikiem dobrej zabawy, tymczasem całość występu islandzkiego młodzieńca bardzo sprzyjała sennemu rozmarzeniu.

In Flagranti to miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. Tematem października jest Międzynarodowy Festiwal Opowiadania. Dziś zapraszamy do przeczytania relacji z festiwalu.

Ólafur Arnalds wystąpił 13 listopada w ramach cyklu „wROCKfest.pl prezentuje”. Koncert promował wydany wiosną drugi krążek artysty: “…and they have escaped the weight of darkness” nagrany z pomocą Barði Jóhannssona z formacji Bang Gang. Sam Ólafur nazwał ten krążek kontynuacją drogi obranej na debiucie, w ramach której oferuje fanom muzyki alternatywnej spotkanie z klasycznymi aranżacjami i delikatną elektroniką. Drugi album jest jednak zdecydowanie bardziej optymistyczny od debiutu, co bez wątpienia jest zasługą Jóhannssona, który dodał do aranżacji większą ilość instrumentów. Arnalds zapewnia, że motywem przewodnim płyty jest to, iż po każdym ciemniejszym, bardziej pesymistycznym okresie przychodzi światło i radość.
Relacja z koncertu TUTAJ.
Strona: 1 z 4 | 2 »