
Czwartek, pierwszy dzień Wrocławskiego Soundu, od rana nastrajał pozytywnie. Nawet teraz o 1:36, kiedy po zakończonym już koncercie piszę ten tekst, ciężko mi się z nim rozstać. Wszystko przez zespół, który pochwalił się niesamowicie wciągającym materiałem. Premierę płyty „Sova” zespołu Mikromusic z całą pewnością można nazwać wyznaczeniem nowej jakości i nakreśleniem dobrego kierunku muzycznego w Polsce.

Czy Marrakech zapełni wrocławskim fanom reggae lukę powstałą po zamknięciu Drogi do mekki? Występ Mariki na oficjalnym otwarciu i zgromadzona na nim publiczność daje podstawy, by tak sądzić.

Letnia Akademia Filmowa w Zwierzyńcu jest na mapie polskich festiwali dosyć wyjątkowa. Nie towarzyszy jej żaden konkurs, nie ma nagród ani wyróżnień. Przez dziesięć dni uczestnicy są poddawani swoistej filmowej edukacji. Słowo to brzmi dosyć groźnie, zwłaszcza w trakcie wakacji, jednak trafnie określa LAF. W czasach, kiedy kultura filmowa straciła na znaczeniu, a wyjście do kina wiąże się przede wszystkim z rozrywką, odpoczynkiem i popcornem, zwierzyniecki festiwal przywraca filmowi status artefaktu. A ten już z samej definicji ma skłaniać do analizy, interpretacji i refleksji.

W tym roku ze zwielokrotnioną siłą powróciła na Slot Art Festival chrześcijańska energia. Wszystko za sprawą ekspansywnej Cafe Kiwi. Czy jednak religijna aura przytłoczyła całokształt imprezy? Tego nie da się powiedzieć. Slot Art pozostał otwartym, tolerancyjnym, pobudzającym twórczy potencjał wydarzeniem kulturalno-artystycznym.

Działo się w miniony weekend w Centrum Kultury „Zamek” na Leśnicy i to działo się sporo. Organizatorzy „Dni Fantastyki 2010” zapewnili swoim gościom istny zawrót głowy. Zaznaczę jednak, że w większości przypadków był to zawrót całkiem przyjemny, gdyż wywołany mnogością wydarzeń.

Koncerty takie jak ten zmuszają do refleksji. Oglądając i słuchając Siebena zastanawiałem się: Skoro jeden muzyk potrafi sam zagrać tak skończone utwory i być przy tym tak widowiskowy, po co zakładać pięcioosobowy zespół?

Było interkontynentalnie, było ciekawie. I głośno. Podwójny koncert, na którym 20 maja w Firleju zagrała niemiecka kapela Dyse oraz zespół Gerda Blank z Nowej Zelandii, brzmiał w uszach i rozsadzał mózg jeszcze długo po zakończeniu...

Teoretycznie powinno się podobać. Wszystkie elementy składające się na dobry koncert zostały odhaczone. Była pełna ekspresji wokalistka obdarzona świetnym głosem, były dobrze wykonane utwory, przy których publiczność szalała, była muzyka, która wprawiała w drżenie organy wewnętrzne. Zatem dlaczego koncert Skinny Patrini wypadł jakoś słabo?

Zaczęło się od przesłuchania kilku kawałków na myspace i lekkim podnieceniu w oczekiwaniu na koncert. Miałem nadzieję, że Niwea to nie tylko studyjny zespół (a niestety bywa tak często), ale też charyzmatyczna forma życia, która na swoje środowisko naturalne wybrała sobie scenę. Wszelkie wątpliwości i momenty zwątpień, których szczerze teraz żałuję, zostały przez duet Wojtka Bąkowskiego i Dawida Szczęsnego rychło rozwiane w niebyt.

Czesław nie jest już zadumanym chłopczykiem w bereciku. Wyewoluował w zębatego potwora noszącego krawat w niezapominajki. Ze starym, debiutującym Czesiem łączy go tylko berecik. No i te oczy.