
Było interkontynentalnie, było ciekawie. I głośno. Podwójny koncert, na którym 20 maja w Firleju zagrała niemiecka kapela Dyse oraz zespół Gerda Blank z Nowej Zelandii, brzmiał w uszach i rozsadzał mózg jeszcze długo po zakończeniu...

Teoretycznie powinno się podobać. Wszystkie elementy składające się na dobry koncert zostały odhaczone. Była pełna ekspresji wokalistka obdarzona świetnym głosem, były dobrze wykonane utwory, przy których publiczność szalała, była muzyka, która wprawiała w drżenie organy wewnętrzne. Zatem dlaczego koncert Skinny Patrini wypadł jakoś słabo?

Zaczęło się od przesłuchania kilku kawałków na myspace i lekkim podnieceniu w oczekiwaniu na koncert. Miałem nadzieję, że Niwea to nie tylko studyjny zespół (a niestety bywa tak często), ale też charyzmatyczna forma życia, która na swoje środowisko naturalne wybrała sobie scenę. Wszelkie wątpliwości i momenty zwątpień, których szczerze teraz żałuję, zostały przez duet Wojtka Bąkowskiego i Dawida Szczęsnego rychło rozwiane w niebyt.

Czesław nie jest już zadumanym chłopczykiem w bereciku. Wyewoluował w zębatego potwora noszącego krawat w niezapominajki. Ze starym, debiutującym Czesiem łączy go tylko berecik. No i te oczy.

W tym roku wiosna szła do nas przez 100 zim i 50 jesieni. Mijała deszczowe doliny i góry śniegowe. Ale w końcu do nas dotarła - i to w jakim stylu… 19. kwietnia Wytwórnia Filmów Fabularnych została oblężona. Zaatakowana przez tłumy spragnionych dobrej zabawy partyzantów, czekających na dobrą bibę i domagających się prostych dźwięków. I dostali, co chcieli; „WROCKfest.pl prezentuje” zbombardował nas gradem pozytywnych niespodzianek, w ramach powracającego cyklu koncertów z okazji (prawie) Pierwszego Dnia Wiosny.

I w końcu zagrali we Wrocławiu, w którym nie byli od dawna. Iowa Super Soccer - szóstka z Mysłowic - promowała nową, drugą płytę – „Stories Without Happy Ending”. Można powiedzieć, że była to promocja udana, skoro po koncercie miałem nieodpartą, zaspokojoną potrzebę kupienia płyty.

Podobno na takie koncerty powinni chodzić albo ludzie o stalowych nerwach albo demoniczni pasjonaci... również o dość dobrej odporności psychicznej. Ja raczej nie zaliczam się do żadnej z tych kategorii – mimo to na występ Corruption w Firleju poszłam z chęcią i nadzieją na dobre i mocne widowisko.

To nie był słoneczny dzień, padał deszcz i aura nastrajała raczej pesymistycznie. Świetnym lekarstwem na wszechogarniającą melancholię okazała się wizyta w Firleju... gdzie zagrał dla nas zespół Bethel.

Kiedy wiosenny płaszcz utkany z niedzielnego marazmu stopniowo zaczynał męczyć i wydawało się, że już nic nie zdoła wypełnić energią nieśpiesznie płynących godzin ostatniego dnia tygodnia, członkowie duetu Twilite – Paweł Milewski i Rafał Barwisz złapali swoje akustyczne gitary i rozpoczęli koncert w podziemiach wrocławskiego Absyntu. Magia muzyki płynącej prosto z serca stała się namacalna, a publiczność w niezwykłym skupieniu pochłaniała kolejne kawałki, by mieć możliwość jak najwięcej uroczych dźwięków zabrać ze sobą na wynos.

Dzień drugi, w którym odkrywamy uroki polarnego wiatru, i bezchmurnego nieba. A także fakt, że z całym zespołem Bodi Bill spędziliśmy prawie cztery godziny w samolocie. Korespondencji ciąg dalszy.