
Polski drang nach westen upatrzył Londyn na swój heimat. Nie tak dawno krajowe media szumnie go ochrzciły siedemnastym województwem. Tysiące Polaków ściągnęły nad Tamizę szukając zatrudnienia. Podawali cegły, nalewali piwo i zmywali naczynia idąc przetartym szlakiem pierwszej polskiej emigracji – rodaków pozostałych w Anglii po II Wojnie Światowej.

Kupferberg był piękny i zielony. Był miastem górników i browarników. Stała tam gospoda, gdzie odbywały się zabawy i kościół, gdzie odbywały się nabożeństwa. Był też pałac i myśliwski domek. Był rynek, kamienice i małe gospodarstwa. Potem przyszła wojna, a po wojnie nic nie było już takie samo. Kupferberg zmienił się w Miedziankę. Polacy zastąpili Niemców. Kopalnia miedzi stała się kopalnią uranu. A potem domy zaczęły śpiewać. I nie było już Miedzianki.

„Farby wodne” Lidii Ostałowskiej – reprezentantki „pionierskiego” pokolenia reporterów „Gazety Wyborczej” – witają czytelnika dwoma rozdziałami, które bez wahania można by nazwać kwintesencją reporterskiej percepcji świata.

ZOMO, kartki na wszystko, Bareja, cenzura i absurd – PRL to dla młodego pokolenia Polaków czasy niemal mityczne. I może właśnie dlatego powinniśmy sięgnąć po zbiór reportaży „Mulat w pegeerze”. To tylko utwierdzi nas w przekonaniu, że poniekąd mamy rację. Ale nie do końca.

Po wstrząsającej i słusznie wyróżnionej nagrodą im. Ryszarda Kapuścińskiego „Strategii antylop” przyszedł czas na „Nagość życia” – pozycję równie jeśli nie bardziej przejmującą. Książka otwiera cykl Jeana Hatzfelda poświęcony ludobójstwu w Rwandzie

Jest to książka o pamięci, o cierpieniu i nienawiści – napisał Ryszard Kapuściński w przedsłowiu pierwszego wydania zbioru reportaży Pawła Smoleńskiego. Czytając „Pochówek dla rezuna” – opowieść o polsko-ukraińskim konflikcie spod znaku Wołynia i Zawadki Morochowskiej – trudno się z autorem „Cesarza” nie zgodzić. Trudno zaprzeczyć, że opisana przez Smoleńskiego z reporterską beztronnością krzywda w gruncie rzeczy dzieje się nadal. Obcujemy w tym wypadku ze szczególnym typem historycznej pamięci. Tym dotkliwszej, bo żywej mimo upływu lat i symbolicznych gestów pojednania. Tym trudniejszej, bo uwzględniającej głosy obu stron konfliktu – bez jednoznacznego podziału na katów i ofiary.

Rodzina Maciągów zorganizowała sobie niedzielę – w środę. W lokalu „Pan Smak”, gdzieś pomiędzy konsumpcją kalifornijskiego słonecznika w pizzy „Tina”, a dyskusją o redukcji etatów w sprywatyzowanych zakładach sprzętu komputerowego. Wspomniana niedziela zdarzyła się w środę, 2 marca 1994 roku. Opisał ją i opublikował najpierw w prasie, potem w książce, ówczesny reporter, późniejszy prezenter, aktualny czechofil. Dziś zapewnia na okładce literackiego wznowienia: to już historia.

Legalizować czy nie legalizować – oto jest pytanie, które odnośnie narkotyków zadają sobie możni całego świata. W wyrobieniu sobie własnego poglądu na ten temat mogą pomóc „Wojny narkotykowe” – setna już książka wydawnictwa Krytyki Politycznej, a zarazem prawdziwa kopalnia wiedzy na temat statusu prawnego używek i ich postrzegania w różnych kulturach całego świata.

W Chinach życie jest tanie – stwierdza jeden z rozmówców Liao Yiwu, notabene: kierownik szaletu publicznego. Powyższy epitet nabiera w książce chińskiego dziennikarza, poety, a nade wszystko opozycjonisty wydźwięku podwójnie groteskowego. „Prowadzący umarłych” – czyli zbiór 28 wywiadów z przedstawicielami społecznego marginesu współczesnych Chin – pokazuje bowiem dobitnie, jak nisko ceni się w Państwie Środka ludzką egzystencję.

Francisco Goldman, amerykański reporter o gwatemalskich korzeniach, w „Sztuce politycznego morderstwa” przeprowadza czytelnika przez kulisy jednego z najbardziej kontrowersyjnych śledztw politycznych współczesnej Gwatemali. W swojej książce z powodzeniem łączy kanony dziennikarstwa dokumentalnego z talentem prozatorskim godnym najlepszych thrillerów politycznych.
Strona: 1 z 6 | 2 »