
Tegoroczny festiwal Romana Gutka we Wrocławiu odkrył zapomniane horyzonty twórczości Wojciecha Jerzego Hasa. Choć znakomita większość polskich kinomanów jednym tchem wymienia tytuły jego długometrażowych dzieł, gdy jednak słyszą nazwisko cenionego twórcy dopasowane do filmów „Ulica Brzozowa” czy „Nasz zespół” patrzą z politowaniem na mówiącego. Mało kto zna twórczość Hasa z okresu, w którym daleko jej było do miana wybitnej. Dzięki pełnej retrospektywie, poza zasadnymi pochwałami, dało się słyszeć również głosy zawodu.

Nie od dziś wiadomo, że najbardziej interesującą propozycją w programie festiwalu Era Nowe Horyzonty jest cykl Nocne Szaleństwo. A przynajmniej są takie kręgi widzów, dla których jest to jasne. Organizatorzy wydają się nadal trochę zmagać z formułą cyklu, ale wyraźnie idzie ku lepszemu.

François Truffaut twierdził, że najlepsze adaptacje filmowe powstają w oparciu o złą literaturę. Z tym fatalistycznym poglądem niemiecki reżyser Volker Schlöndorff zmaga się przez większość swojej kariery z czysto czytelniczych motywacji. Lubię czytać dobrą literaturę. Książki, które filmuję, to zazwyczaj moja ulubiona lektura – mówi. I choć jego zmagania nie zawsze kończyły się sukcesem – o „Miłości Swanna” (1983) Alicja Helman pisała swego czasu, że jest zrobiona ciężką niemiecką ręką – to nie można mu odmówić poczesnego miejsca nie tylko w niemieckiej, ale i światowej kinematografii. Co tegoroczna „Nagroda za Całokształt Twórczości” Festiwalu Plus Cameraimage potwierdza po raz kolejny.