
Najnowsza sztuka w reżyserii Jana Klaty jest wielkim krokiem do przodu. Tym razem mamy do czynienia nie tylko z widowiskiem scenicznym kompletnym aktorsko, scenograficznie, choreograficznie i muzycznie, ale też ze znakomitym tekstem, zawierającym ważne przesłania. Poprzednie niedawne realizacje, choć udane, nie dawały tego poczucia pełni, które sprawia, że widzowie podczas oklasków wstają z miejsc. Mgliste zjawy Piękna i Prawdy przybrały w „Utworze o matce i ojczyźnie” na tyle wyraźne kształty, że nie szukamy niczego więcej. Zresztą ten spektakl to samo Dobro.

Miłośnicy autorskich przedstawień Jana Klaty mieli nie lada gratkę. Dostali kolejne i jak poprzednie, pełne scenicznego rozmachu, zaskakujących wtargnięć i ustąpień, kostiumów z psychotycznego snu i gorzkiego posmaku zwyczajnych słów. Jeśli nie oczekiwali wiele więcej, to nie powinni czuć się rozczarowani.

To już 89 lat! W najbliższą sobotę będziemy świętowali urodziny Tadeusza Różewicza. Obdarowuje on nas swoją twórczością niewiele krócej. Teatr Polski we Wrocławiu nie raz wystawiał na swoich scenach jego dramaty, poematy i prozę.

Niespokojny teatr Heinera Müllera trafił na godnych realizatorów. Język „Szosy Wołokołamskiej”, chwilami prosty i rytmiczny, chwilami niezrozumiały i poszarpany, wymagał sprawnego wypowiedzenia na głos. Barbara Wysocka dodała mu jeszcze pomysłową oprawę i nie oszczędziła aktorom wysiłku znacznie wykraczającego poza głośnie mówienie. Efekt okazał się godny najlepszej artystycznie sceny w Polsce.

Znalezienie złotego środka pomiędzy treścią a formą nigdy nie jest łatwe, tym bardziej, że środek rzadko bywa złoty. Adaptowanie obszernej powieści do celów scenicznych może zakończyć się albo wielogodzinnym maratonem (jak w litewskiej inscenizacji „Idioty” Dostojewskiego podczas festiwalu „Dialog” w 2009 roku), albo wybiórczym pokazaniem niektórych wątków (jak w „Lalce” wystawianej przez TPl przy ulicy Zapolskiej). Artystyczny sens przedsięwzięcia w obu przypadkach ujawnia się w sposobie, w jaki ma scenie dokonano transgresji w stosunku do źródłowej prozy. W przedstawieniu stworzonym przez Krzysztofa Garbaczewskiego transgresja ta była znaczna, a wykorzystane środki – bardzo odległe od tych, które mogły w oczywisty sposób wynikać z lektury oryginału.

„Berek Joselewicz” na scenie dawnego Teatru Żydowskiego to przedstawienie oryginalne, wymagające od widza cierpliwości i nie oferujące w zamian spełnienia. Ta trudna do odczytania sztuka skutecznie ukrywa sensy w barwnych kostiumach i nowoczesnej choreografii.

Oryginalny tekst dramatu Szekspira oferuje szczęśliwe zakończenie. Perypetie par kończą się stwierdzeniem, że to musiał być tytułowy sen. Spektakl Teatru Polskiego we Wrocławiu bardziej przypomina koszmar, z którego budzimy się uderzając dłonią w dłoń.

Orzeźwiająco zabawna, groteskowa sztuka w reżyserii Jana Klaty wyśmiewa polityczną poprawność, naigrywa się z narodowych stereotypów, nade wszystko jednak zachwyca oryginalnym językiem tekstu, sprawnością gry aktorskiej i widowiskowością. Po raz kolejny Scena na Świebodzkim udowodniła, że to właśnie ona stanowi stolicę polskiej awangardy teatralnej.

Już 11 stycznia 2010 w ramach Czynnych Poniedziałków w Teatrze Polskim zobaczymy "Antygonę w Nowym Jorku" Janusza Głowackiego, którą chciał wystawić z amatorami z Jelcza-Laskowic i Oławy zmarły przed rokiem Tadeusz Szymków. Marzenie ziścił aktor, przyjaciel Szymkowa, Robert Gonera.

Marcin Czarnik, aktor wrocławskiego Teatru Polskiego, wystąpi w najnowszym spektaklu Grzegorza Jarzyny pt. „Areteia”. Znany m.in. z roli Robespierre'a w „Sprawie Dantona” Jana Klaty czy Konrada w „Dziadach. Ekshumacji” Moniki Strzępki, wcieli się tym razem w rolę mitycznego Zeusa.
Strona: 1 z 2 | 2 »