
Wbrew obawom, nie był to usypiający i przygnębiający koncert. W czarno-czerwonych wnętrzach Bezsenności port-royal dali z siebie wszystko. Milion bitów, a każdy z nich inny - od chropowatych, okołoindustrialowych, po chamskie dyskotekowe uderzenia. Wciąż aktualne pozostaje jednak hasło "In Europe, we're afraid to dance" - nikt nie odważył się opuścić wygodnej kanapy.

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że co jakiś czas Radio RAM organizuje swoją Strefę. I do tejże strefy ściąga nie wiadomo jak i skąd zespoły i wykonawców, które w pewien sposób wpasowują się w klimat i target słuchaczy. I te rzesze fanów chilloutów, smooth jazzów, soulów, downtempów, worldbeatów ciągną do Impartu, bo wiedzą, że ich radio pod względem doboru artystów nie zawiedzie. Atmosferę strefową daje się odczuć już od samego wejścia, gdzie podekscytowane grupki ludzi z biletami w rękach z nabożeństwem rozprawiają o wieczornym wydarzeniu.

Koncert Blisko Pola zapowiadał się naprawdę obiecująco. Nieco skromny, acz wyglądający na taki, co czuje bluesa tłumek ludzi, przytupywał niecierpliwie, czekając na swój zespół. W końcu, po godzinie (!), przyszedł pocieszny Miroslav i zakomunikował wszystkim, że „reszta już schodzi”. Hm, poczekajmy. Z czasem zapanowała bardzo swojska atmosfera;