
Spektakl "I Ifigenia" w Teatrze im. Kazimierza Dejmka w Łodzi doskonale wykorzystuje performatywną s...

Wydaje się, że ciężko jest recenzować książki wyraźnie zabarwione światopoglądem autora, szczeg&oacu...

„Idy marcowe” to nie film historyczny, ale na wskroś współczesny. Jest i zdrada p...

Kapuściński podróżował po Azji i Afryce z Herodotem. Hugo-Bader przemierzał Rosję śladem dw&o...

Wspomniany inżynier Mamoń to bohater kultowego filmu Marka Piwowskiego „Rejs” , kt&oacut...

W piątek 10 lutego wrocławska Galeria Entropia zaprasza na kolejną odsłonę projektu "Gesty malarskie...

Poezja śpiewana to rodzaj muzyki, którą rzadko popularyzują media komercyjne. I nie dlatego, ...

Ucieczka nie jest rzeczą godną podziwu. Panuje powszechne przeświadczenie, że tych, którzy od...

Z dziełami klasyków - jak na wojnie i w miłości - wszystkie chwyty dozwolone. Wprawdzie nie b...

Ktoś musiał złożyć doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewneg...

Samotność jest dżumą naszych czasów. W XIX wieku ta myśl ta jest zaledwie przeczuciem, jednak w rozwichrzonym i tragicznym wieku XX staje się rzeczywistością. W naszym młodym stuleciu powoli przyjmuje postać truizmu i nudnawego loci communes sztuki współczesnej. Czy musimy w takim razie zamknąć temat, na który tak wiele już było powiedziano i zając się czymś innym? Uważam, że po stokroć – nie. Przyznając się do długotrwałej pandemii tej zakaźnej choroby wciąż kłócimy się w kwestii „szczurów”. Urbanizacja, rozwój techniki, telewizja, niezdolność porozumiewania się, odruch obronny czy być może strach? Co sprawia że wciąż oddalamy się od siebie? Dlaczego coraz częściej jedyne czego pragniemy to zanurzyć się w objęciach Innego? Policzek przy policzku… jak bohaterowie „Przytulonych” w reżyserii Gabriela Gietzky.

Eleganckie czarne buty, długi szary płaszcz i szalik dookoła szczupłej szyi – tak oto, w postaci starszego znużonego pana, widzę go, ten wiek dwudziesty. Widzę jak wolnym krokiem, nie zwracając uwagi na zimny jesienny wiatr, wraca z kolejnego pogrzebu. W ślad za Narracją przez duże „N” odszedł z tego świata Bohater przez nie mniejszą literę pisany. Co pozostało? Bezład i chaos, których nie da się już scalić w linearną czy jakąkolwiek inną całość. Historia stała się spisem luźno powiązanych ze sobą wydarzeń, a człowiek – katalogiem stanów psychofizycznych. Czy można od tego wszystkiego uciec? Odpowiedzi na to pytanie szukałem w „Karotece” Michała Zadary.

"Tylko wygórowana pycha i ambicja każe kobietom marzyć o doktoratach, niepomnym na płeć swoją, na sytuacje, w których kobieta tak bardzo strzec i chronić sił swych i zdrowia powinna". Głośno, stanowczo, bezapelacyjnie i już w samym prologu. I za chwilę nie mniej kategorycznie: „Oto zapadł wyrok – matką-żoną będziesz!”. Wydawałoby się, że kierunek został wyznaczony. Gaśnie światło, w głębi marmurowo - białej sceny widzimy suknię ślubną. A dalej… dalej jak w szachach – feminizm rozpoczyna ofensywę i w trzech ruchach (a właściwie aktach) wygrywa. Z kim wygrywa? A no właśnie z Ulą Kijak, reżyserką „Sztandaru ze spódnicy” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym.

„Gardenia” Alaina Platela i Franka Van Laecke jak bukiet dla Dietrich - ikony Drag Queen, transwestytów, transseksualistów. Ona flirtowała z publicznością ubrana we frak, w „Marocco”, z papierosem w ustach, wychyliła kieliszek do dna, pocałowała damę i rzuciła kwiatek przystojnemu Gary’emu Cooper’owi. „Gardenia” uwodzi bezlikiem połyskujących cekinów, pięknym, przerysowanym makijażem i fantazyjnym strojem dziewięciu wspaniałych Drag Queen w słodko-gorzkim kabarecie Platela i Van Laecke.

"Judyta" ze szczecińskiego Teatru Współczesnego zaprezentowana podczas festiwalu Dialog - Wrocław, to nie tylko sprawna realizacja nieco zapomnianego dramatu Friedricha Hebbla. W swoim spektaklu Wojtek Klemm odważnie wykracza poza ramy uniwersalnej opowieści o wojnie i Bogu, wstępuje na teren kobiecego gniewu, bada granice poświęcenia oraz dekonstruuje mit heroizmu. Tym razem najmocniej dostaje się mężczyznom, a szczególnie tym nieustraszonym.